Connect with us

Artykuły

Kolej Transsyberyjska, czyli jak spełnić swój największy sen

Kolej Transsyberyjska, czyli jak spełnić swój największy sen

Dogada się w ośmiu językach i nie żyła nigdy za granicą. Dzięki swojej ciekawości świata i chęci poznania innych kultur oraz ludzi nauka szła jej bez większych problemów. Zaledwie 28-letnia Lidia, nauczycielka języków niedawno wróciła z samodzielnej podróży koleją transsyberyjską.

Advertisement

Podczas swojej podróży odwiedziła szamańską wyspę na jeziorze Bajkał, mieszkała w tradycyjnej mongolskiej jurcie, będąc w Kirgistanie jeździła na koniu, kąpała się w drugim największym alpejskim jeziorze na świecie – Issyk Kul, na własne oczy widziała imponujący Wielki Mur Chiński i poznała osobiście 183 nowych osób.

Prawdopodobnie bez znajomości języków obcych ominęłoby ją wiele przygód. Lidia twierdzi, że nie trzeba mieć specjalnego talentu do nauki języka, w większym lub mniejszym stopniu nauczyć się mówić w innym języku potrafi każdy z nas. Sama jest tego przykładem.

Właśnie wróciłaś z 5-tygodniowej azjatyckiej podróży. Jak wyglądała Twoja trasa?

Moim celem była podróż koleją transsyberyjską i poznanie (choć w niewielkim stopniu) Azji Środkowej. Istnieją trzy różne trasy kolei transsyberyjskiej, ja wybrałam tę, która prowadzi przez Mongolię. Przyleciałam do Moskwy, dotarłam na dworzec kolejowy i przejechałam pociągiem 6304 km do stolicy Mongolii, Ułan Bator. Później poleciałam do Pekinu, z którego kontynuowałam podróż do Kazachstanu i do Kirgistanu.

Młoda dziewczyna, która wybrała się sama w podróż koleją transsyberyjską. Nie bałaś się?

Przed podróżą miałam pewne obawy, ale chęć jej odbycia była większa. Kolej transsyberyjska była na mojej liście marzeń (bucketlist) już prawie cztery lata. Wiedziałam jednak, że najpierw chcę się nauczyć rosyjskiego, żeby wycisnąć z podróży jak najwięcej. Teraz, po pięciu tygodniach w Azji mogę powiedzieć, że kolej była zdecydowanie najbardziej bezpieczną częścią podróży.

Naprawdę?

Tak, nie ma w tym nic strasznego, ani dla kobiet, które podróżowały same. Każdy wagon w pociągu ma własnego konduktora, który dba o bezpieczeństwo w wagonie i rozdaje czyste pościele. Pociągami podróżują zwłaszcza tubylcy, którzy jadą odwiedzić daleką rodzinę, turystów nie jest wielu. Podróż odbywa się więc w towarzystwie rodzin, z tego powodu atmosfera w czasie podróży jest dość spokojna. Żadne szalone imprezy, rozlewanie wódki przez całą drogę – alkohol jest w pociągu zakazany. Co jakiś czas w korytarzu można spotkać policjantów. Wagony są bardzo czyste, konduktor dwa razy dziennie myje podłogę i cztery razy toaletę.

Wow, wygląda na to, że jest tam lepiej niż u nas. Jak wygląda kilkudniowa podróż pociągiem?

Byłam zaskoczona ze względu na to, że podróż była bardzo wygodna, nawet po 30 godzinach nie miałam wrażenia, że minęło tyle czasu. Każdy otrzyma zestaw pościeli i przydzielone własne łóżko. W wagonach nie ma żadnego miejsca do siedzenia. Do wyboru są droższe wagony w lepszej klasie, gdzie są tylko cztery łóżka w przedziale, te tańsze są otwarte, gdzie wszyscy są obok siebie. Taka podróż może być zarówno wesoła, ale również nieprzyjemna. Zwłaszcza jeśli okazuje się, że nie mieścisz się w własnym łóżku albo ktoś o drugiej w nocy wyciągnie surową rybę, której zapach rozniesie się po całym wagonie. Uroki podróży :). Większość czasu ludzie patrzą przez okna na niekończące się lasy, rozmawiają z innymi albo śpią. Lub też posilają się makaronem instant. Kilka opakowań ma ze sobą każdy podróżujący. W każdym wagonie znajduje się obowiązkowo samowar. Duży rozruch robi pani, która przejdzie po pociągu z wiadrem orzechów, które są chętnie kupowane.

Kolej transsyberyjska jest dla wielu osób snem. Myślisz, że ciężko go spełnić?

Nie jest takie ciężkie, jak się wielu osobom wydaje. Bilet kupuje się na rosyjskiej stronie rzd.ru na konkretne odcinki (dostępna jest w angielskiej wersji językowej). Ponad 6 tysięcy kilometrów trasy między Moskwą a Ułan Bator kosztowało mnie 360 euro, nie jest to takie straszne, biorąc pod uwagę na przykład to, że miałam zapewnionych 5 noclegów i przejechała największy kontynent.

Jak długo trwa podróż magistralą?

Przejazd między Moskwą a Ułan Bator trwa mniej więcej pięć dni, ja zrealizowałam tę podróż z przesiadkami w ciągu 12 dni. Zatrzymałam się na przykład przy jeziorze Bajkał, gdzie odwiedziłam wyspę Olchon, którą zamieszkuje lud Buriat praktykujących szamanizm. Kiedy umiera stary człowiek, postawią na jego cześć drewniany słup do którego przywiążą kolorowe chustki. Przed ich zawiązaniem te chustki trzeba nosić kilka dni na własnym ciele. Nie dzieje się to jednak w przypadku jeśli umiera młoda osoba (przed 50-tką) – podobno śmiercią w młodym wieku pogniewała bogów. Niektóre miasta na wyspie Olchon były przepiękne, najpiękniejszy zachód słońca był na skale szamanów. 

cof

Podróż koleją transsyberyjską zakończyłaś w Mongolii. Czy ten kraj spełnił Twoje oczekiwania?

Nie wiedziałam właściwie czego oczekiwać od Mongolii, ale głównie byłam pod wrażeniem mongolskiej przyrody, która jest zupełnie inna niż w naszych rejonach. Wszędzie rozpościerają się bezkresne wyżyny porośnięte trawą i krzewami, krajobraz urozmaicają wzniesienia i niewysokie góry, nie widziałam jednak wiele drzew. Tym bardziej interesujące było to, że na każdym kroku były rozłożone jurty, otoczone bydłem i końmi.

Największym przeżyciem było dla mnie spotkanie z nomadzką kulturą w jurtach. Przed podróżą zarezerwowałam zakwaterowanie w jurcie przez serwis Airbnb. Zaskoczyło mnie po przybyciu to, że nie była to żadna turystyczna jurta, ale prawdziwy dom dla 4-osobowej rodziny, z którymi przeżyłam kilka bardzo interesujących dni. Tutejsi ludzie są bardzo gościnni, komukolwiek, kto przyjdzie do jurty dają herbatę z kozim mlekiem i coś do jedzenia, przede wszystkim mięsne przekąski, słodkości i miejski przysmak – kostki startego twarogu, który miałam problem nie tylko ugryźć, ale również żuć. Tradycyjnie trzeba jednak wszystkiego spróbować. Podobnie jak sfermentowanego mleka klaczy, którego smak jest naprawdę… no, nazwijmy to unikalny.

Jak wyglądało wnętrze jurty?

Mam wrażenie, że panuje w niej minimalizm i praktyczność. Mój 22-letni gospodarz Munch miał wykształcenie wyższe, był nawet pół roku w Warszawie na wymianie studenckiej. W jurcie, która ma wielkość średniego salonu żył spokojnie z mamą i dwiema siostrami. Zamiast kuchni był piec, umywadła – miska z wodą. Na zewnątrz była latryna i nowo postawiony prysznic z chińskim grzejnikiem wody – z tego był Munch bardzo zadowolony, ponieważ żaden sąsiad takiego nie miał. Wszystkie ubrania były umieszczone w jednym wielkim kufrze pośrodku jurty. Pośrodku umieszczony był przedłużacz za pomocą którego każdy mógł doładować sobie telefon i laptop. Jutra miała nawet własną sieć WiFi!

cof

Piękny kontrast…

Tak, w Mongolii byłam zafascynowana kontrastem. Mama w jurcie przez cały dzień gotuje, sprząta albo szyje ubrania. Zamiast toalet mają latryny, połowa rodziny śpi na ziemi, nawet jeśli jest wolne jakieś łóżko. Podobno na ziemi śpi się lepiej. Dzieci się bawią kościami kóz i owiec. Z drugiej zaś strony wszędzie słychać znane na całym świecie piosenki, internet działa bez problemu, robi się interesy przez Airbnb. Jak powiedział Munch, który żył przez pół roku w Warszawie – jurta jest domem. Szybko zrozumiesz, że życie w jurcie nie jest koniecznością biednych, ale samodzielnej decyzji żyć zgodnie z kulturalnym dziedzictwem. 

Uczestniczyłaś nawet w budowie takiej jurty. Jak do tego doszło?

Miało to miejsce w Kirgistanie, gdzie kultura jurt nie jest już tak popularna, jak w Mongolii. Jurty służą jako chaty albo budowane są dla turystów. W jednym jurtowym kempingu przy jeziorze Song Kul postanowili poszerzyć ich ilość, postanowiłam się więc zgłosić do pomocy. 

Na początku stawia się specjalna konstrukcja z drewna związanego skórzanymi “gwoździami”, na nich się w górnej części umieszcza drewniane pręty, te potem łączą się w okrągłym “suficie”. Wszystko razem się związuje grubymi sznurami i przykrywa kożuchami i plandekami. Dzięki tym kożuchom temperatura w nocy nie jest taka niska (na zewnątrz może być nawet poniżej zera), można chodzić w samej koszulce. Budowanie jurty zajęło nam około trzech godzin, uczestniczyło w tym sześć osób. W ramach narodowych koczowniczych zawodach postawienie jurty jest jedną z dyscyplin. Najbardziej zręczną drużyną była grupa 12 Kirgizów, którym postawienie domu zajęło zaledwie 10 minut. Musimy jeszcze trochę potrenować. Fascynujące jest to, że ktoś jest w stanie postawić cały dom w ciągu kilku godzin i potrzebuje tylko zwykły materiał, sznury, kożuchy i kilka rąk do pracy. Cała jurta kosztuje od około 3000 do 5000 dolarów, cena zależy od ozdób.

Do którego z tych pięciu krajów chciałabyś jeszcze raz wrócić?

Z pewnością do Kirgistanu, Kazachstanu i pobliskich krajów. Jest tu niesamowita przyroda, radością jest podróż samochodem lub minibusem, albo jeszcze lepiej – na koniu. Wszędzie są góry, zwłaszcza na zachodzie trawiaste wzniesienia bez drzew. Przepiękne są również wysoko położone alpejskie jeziora. Największe wrażenie zrobiło na mnie jezioro Kaindy w południowym Kazachstanie, gdzie drzewa rosną pośrodku jeziora. Nie widziałam nigdzie indziej takiego turkusowego odcieniu wody. Sto lat temu dolinę zatopiła woda po trzęsieniu ziemi i dzięki fosforu pod wodą drzewa mają zachowane łodygi, nad wodą ze względu na wiatry są gołe. Dzisiaj jest to jeden z ulubionych terenów do nurkowania. W Azji Środkowej jest podobnych miejsc dużo, opłaca się je odwiedzić i odkryć.

Poza tym Kirgistan jest dobrym kraju, który jest przyjazny osobom podróżującym samemu. Jest tu wielu solo podróżników, dlatego też bez większych problemów znajdziesz kompana do niedalekich podróży. Znalazłam tu również dwa z najlepszych hosteli, w których kiedykolwiek byłam. Kirgistan jest poza tym bardzo tani. Przykładowo solidna porcja makaronu z warzywami i mięsem, chlebem i herbatą kosztuje około 7 złotych.

cof

Jak Ci podczas podróży pomogła znajomość języków obcych?

Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się wybrać w tę podróż była chęć polepszyć znajomość i wykorzystać w praktyce mój rosyjski. Zaczęłam się go uczyć przed dwoma latami – główną motywacją była chęć podróżowania po krajach byłego Związku Radzieckiego. Język rosyjski mi niezwykle pomógł i ułatwił podróż po Rosji, Kazachstanie i Kirgistanie.

Oprócz tego poznałam wiele ciekawych osób, dzięki rosyjskiemu również dość dużo oszczędziłam. Przykładowo w Kirgistanie oszczędziłam 450 zł na jednej dwudniowej wycieczce w górskie tereny. Gdybym zamówiła tę wycieczkę w agencji i chciała angielskiego przewodnika, kosztowałoby to dużo więcej. Poza tym w czasie tej wyprawy dostałam się do bardziej autentycznego kempingu (innego niż biorą większość turystów). Tego, gdzie postawiono jurtę (dzięki mojej pomocy).

Dwa lata? Nauczenie się rosyjskiego zajęło Ci tylko tyle? Jak to możliwe?

Wszystko da się zrobić, jak się chce. Pogadać się płynnie zaczęłam już po rocznej samodzielnej nauce. Nauka języków nie jest wcale taka trudna i nie musi trwać wiele lat, jak nam się to wydaje w szkole. Ja się uczę języka obcego przy pomocy internetu i prostych metod, które wykorzystują poligloci. Oglądam dużo seriali, czytam proste książki, zapisuję słowa korzystając ze specjalnej metody i możliwie jak najwięcej staram się ćwiczyć mówienie. Ostatnie dwa lata spędziłam ucząc innych ludzi tych prostych metod.

W Mongolii i Chinach rosyjski Ci jednak wiele nie pomógł?

Akurtat tam nie. Ale z drugiej strony również angielski się nie przydał. Wiele razy było to naprawdę interesujące, na przykład w autobusie w drodze na Wielki Mur Chiński czekaliśmy aż pojawi się na wyświetlaczu hieroglif 柔北大街 (ostatni znak przypominał figurkę człowieka, w taki sposób to próbowaliśmy zapamiętać). Traktowałam to jako grę.

Mniej zabawne były momenty, kiedy potrzebowałam pomocy, ale ludzie nie komunikowali w żadnym europejskim języku. Na przykład w Ułan Bator ze względu na korki pojawiłam się godzinę później niż miałam. Na jurtowym osiedlu nikt nie potrafił pomóc mi znaleźć mojego gospodarza, nie odważyłam się błądzić ze względów bezpieczeństwa. Dosłownie stanęłam na głowie, próbowałam rękami i gestami pokazać co mam na myśli. Udało mi się poprosić o pożyczenie telefonu, żeby móc zadzwonić do Muncha, mojego gospodarza, żeby po mnie przyszedł. Dzięki ogólnie znanym gestom języka migowego takimi jak “proszę” (złożone ręce jak do modlenia), “telefon” (dłoń przy uchu) i uśmiechem udało mi się rozwiązać sytuację. Nawet nieznajomość języków zawsze można jakoś przeskoczyć, jak się chce (dotyczy to obu stron).

Chciałabyś na zakończenie zostawić czytelnikom jakąś wskazówkę, którzy chcieliby efektywniej używać języka obcego podczas podróży?

Mówienie w innym języku (innych językach) podczas podróży może spowodować, że podróż będzie bardziej interesująca i bogatsza w doświadczenia i atrakcje. Nauka języka miałaby zacząć jeszcze przed podróżą. Nie polecam nikomu, żeby uczył się języka podczas podróży – “chcę nauczyć się hiszpańskiego, dlatego polecę na pół roku do Ameryki Południowej” – coś takiego udaje się mało kiedy.

Jeśli człowiek się trochę zmusi i zacznie kilka tygodni przed podróżą zacząć się uczyć nowego języka i potem odwiedzi kraj w którym się nim mówi, to zupełnie inna historia. Polecam intensywnie skupić się nad nauką kilka tygodni, najlepiej 2-3 miesiące przed i starać się jak najwięcej słuchać (na YouTube jest dużo materiałów), czytać (na przykład artykuły na blogu o danym miejscu) i rozmawiać. Tego się boi najwięcej osób, ale prawda jest taka, że ten kto regularnie mówi, zrobi większy postęp w krótkim czasie. Jeśli nie masz z kim rozmawiać, na stronie www.italki.com znajdziesz wielu ludzi mówiących różnymi językami. Za opłatą lub w zamian za naukę własnego języka można poćwiczyć i nauczyć się czegoś nowego. Podróżowanie i mówienie w lokalnym języku jest zupełnie inne.

Oryginalny tekst został opublikowany na słowackiej stronie – pelipecky.sk.

Fotografie: archiwum prywatne Lýdia Machová


Specjalne znizki dla naszych czytelników

  • Wypożycz auto przez Flipo.pl. Kliknij, wybierz destynację, porównaj ceny, wybierz model samochodu i zarezerwuj. Auto odbierzesz po przylocie na lotnisku. Jesteśmy partnerem Rentalcars.com.
  • Dołącz do naszej grupy VIP podróżników - kliknij na zielony przycisk CHCĘ motrzymasz #flipohity notyfikacje na najlepsze oferty:

  • Nasz ulubieniec - podróżniczy newsletter, który odbierają tysiące podróżników:
Click to comment
//
To Top